piątek, 20 lipca 2018

live simply, laugh often, love deeply

Nie wiem jak ja to robię, ale ciągle gdzieś gonię. Obiecywałam sobie: "znajdę pracę jak normalny człowiek, będę miała wakacje, będę odpoczywać". Nie prawda! Mam pracę jak "normalny człowiek", nawet się wysypiam bo pracuję na 9, wstaję sobie o 8 i pędzę! Zakupy, sprzątanie, trening, gotowanie, PRANIE. Boże, ile mam prania! I dzielę te wszystkie obowiązki z Mężem na pół! To nic nie pomaga. Nadal mi za dużo. Wzięłam jeszcze w tym tygodniu dwie dodatkowe godziny, a w środę pojechałam do dziadka, a dzisiaj jadę też do dziadka, ale innego... Nadal nie mam na nic czasu. A tak sobie obiecywałam, że będę odpoczywać. Za dużo spraw, za dużo na głowie. Bałagan tak mnie wkurza, że choćbym miała sprzątać o dwunastej w nocy to to zrobię. Mam małe mieszkanko a co dwa dni jest tak zawalone brudem, że opadają mi ręce. A czy Wy znacie jakieś sposoby, na dobry obiad, wysprzątane mieszkanie i dużo czasu dla siebie?

Pozdrowionka! :)

4 komentarze:

  1. Różyczko zwolnij! Bo zabraknie Cię dla siebie samej.
    Mój sposób? Nie wymagać od siebie zbyt wiele i nie przejmować się.
    Ściskam:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nienormowany czas pracy, który wyłącznie zależy od mojej weny twórczej, ale idąc myślą wstecz, bywało z tym wolnym czasem bardzo różnie.

    Miałam pracę na pełny etat, czasami 8h czasami 12h pracy. Korporacja – to słowo chyba wyjaśnia wszystko. Niepewny grafik, nawet urlop nigdy nie był na 100% w swoim terminie, ale nie przejmowałam się, byłam elastyczna, a wszystkie wyjazdy planowałam spontanicznie. To nauczyło mnie zawsze sobie radzić z życiem pełnym zwrotów akcji.

    W zasadzie obowiązki mamy te same. Kryzys miałam jak do tego wszystkiego doszedł mi jeszcze wieczorny kurs językowy i kompletnie nie potrafiłam się ogarnąć. Prawie nic nie spałam (bo... nie było kiedy... serio...) i w końcu zawaliłam naukę. No bo kiedy się uczyć i jak skoro przysypia się na stojąco?
    Wtedy poszłam po rozum do głowy i powiedziałam mężowi, że płacenie za kurs, który zawalam, bo nie mam czasu nawet słówek powtórzyć, a gdzie jeszcze P.D. itd. jest o kant...
    Odetchnęłam. Po dwóch latach dopiero zaczęłam się wysypiać i wreszcie dbać o swój stan psychiczny. A byłam kłębkiem nerwów i do tego do moich drzwi zapukała depresja.
    Nie polecam nadmiaru obowiązków.

    Porządki robię w mieszkaniu 2x w tyg kompleksowe, żeby nie martwić się na co dzień. Odkurzam tylko codziennie, bo mamy białe panele i wszystko widać, ale małe mieszkanie to 5 min. i po robocie.
    Zakupy małe i szybkie co dnia albo duże co tydzień, to różnie.
    Gotuję wg ekspresowych przepisów, nie ślęczę godzinami w kuchni. Pranie to wrzucenie rzeczy do bębna i naciśnięcie guzika, więc nie widzę problemu.
    I starcza czasu.
    Nie ma złotego środka, nie co dnia mogłam kiedyś siąść z książką, ale odnajduję wiele chwil wytchnienia – wiele – tj. wystarczająco. I Tob ie tego życzę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedys tez biegalam potem zwolnilam diagnoza raka mnie zwolnila ale wrocilam do biegania choc znajdowalam czas dla siebie tego nauczyl mnie rak
    Teraz sie zamknęłam milcze diagnoza tętniak sprawiła ze biegam dalej bo to bo tamto do zrobienia zalatwienia ale milcze mysle ze i ta diagniza czegos mnie nauczy choc nadal chce czasem miec chwile dla siebie
    Bo to od nas zalezy czy ją znajdziemy

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba nie ma złotego środka na odpowiednie wykorzystanie czasu.
    Wszystko zależy od Ciebie, czy chcesz życie przebiec nie dostrzegając jego uroków, czy też przejść spacerkiem i podelektować się troszkę otoczeniem:)
    Ja wolę spacerek:)

    OdpowiedzUsuń