niedziela, 9 września 2018

summertime sadness

Rok temu bardzo źle przeżyłam zakończenie lata. W tym roku staram się być przygotowana na jesienne smutki. Jakoś mam mniej woli życia. No bo wszystko teraz obumiera... Nie potrafię całkowicie oderwać się od świata który jest wokół mnie. W końcu jestem Jego częścią. I mam dość wrażliwą duszę.

Jednakże! W tym roku obiecałam sobie umilać jesień i zimę i czekać na COŚ, jeszcze bliżej nieokreślonego, co może się wtedy wydarzyć. To prawda, przeraża mnie ciemność przez większość dnia, kurtki, kozaki, zimno. To wszystko jest takie przytłaczające... Ale! Kupiłam sobie litr soku malinowo-cytrynowego do rozcieńczania, mam już goździki, pomarańcze i zapachowe świece. Brakuje mi jeszcze dużego słoju miodu. Przygotowuję się do jesieni i lody zamieniam na ciepłe, smakowe herbatki.

Ale wiecie jak ja lubię lody? Nie chcę nawet wiedzieć ile pieniędzy przeznaczyłam na lody w te wakacje. Na pewno jest to ogromna suma. Bo co tam jakieś lody na patyku... Najlepiej iść do lodziarni i zamówić sobie z Czosnkiem po cztery kulki lodów. Albo kupić sobie pół litra lodów Grycan i zjeść je na balkonie na spółę z Mężem grając w karty. Kosztowało mnie to kilka straconych kilogramów. Ale już się z lodami pożegnałam... Więc i zaraz moja waga wróci do normy. A chciałabym na Święta Bożego narodzenia świętować utratę 16 kilogramów.

Na razie korzystam jeszcze z ostatnich chwil lata i podróżuję po świecie rowerem :) Wczoraj byłam na koncercie rockowego zespołu. Uparłam się że dopadnę wokalistę i zrobię sobie z nim zdjęcie. Podczas "polowania" spotkałam z Mężem grupę facetów którzy tak samo uparli się jak ja. Chcieliśmy zatrzymać busa którym odjeżdżał i stanęliśmy mu na drodze. Różyczka i ośmiu facetów walczących o autograf. Ach, a jednak ta miłość jest ciekawa, bo zamiast szaleć poczułam się niekomfortowo i odciągnęłam Męża od busa. W końcu mogło się coś stać.. Boże, jak człowiek inaczej myśli jeśli dba nie tylko o swoje zdrowie i życie ale też o czyjeś. Odpuściłam autograf bo zbyt niebezpieczne dla mojego Męża i jego zdrowia wydało mi się polowanie na busa ;) W każdym razie koncert zaliczam do udanych. Padało. I w moich nowych, białych Conversach wpadłam w kałużę. Szorowałam dzisiaj już pół godziny i nic... Wsadziłam do pralki, zobaczymy co dalej.

A jak Wy przygotowujecie się do jesieni? :)