piątek, 30 listopada 2018

Sempre!

Zamiast wstawać z bólem przed 9, podnoszę głowę 7.30. Mój dzień jest dłuższy a i ja mam wrażenie mieć więcej energii. Mogę np wtedy zjeść śniadanie i wypić zieloną herbatę. Bo kawy unikam. Ciężkie to jak cholera. Kocham kawę z mlekiem. Mamy teraz taki zajebisty zaparzacz, moja osobista costa coffee w domu! I nie mogę pić, no nie mogę.

Ale za to mogę żyć bez Męża. I to na prawdę bardzo dobry news! Do niedawna wydawało mi się, że moje życie bez Niego nie ma sensu, że M U S Z Ę  z Nim być. Teraz wiem że nie muszę, ale chcę. Kiedyś bałam się bez Niego... a ostatnio stwierdziłam że moje życie samo w sobie jest świetne, kolorowe a On nie jest centrum tylko dużym dodatkiem :)

A żeby życie miało większy sens... zapisałam się na taniec! Seksowny, uwodzicielski, piękny. Na pierwszych zajęciach nie poznawałam siebie... Podpierałam słupek... w ostatnim rzędzie... z myślą, że wyglądam najgorzej na świecie. A ja przecież uwielbiam tańczyć! A ja przecież kocham kobiece ruchy! A byłam taka zawstydzona... Co się stało z Różą? Różo gdzie jesteś? Miałaś w sobie ostatnio tyle seksapilu że nawet komara byś nie uwiodła! A co dopiero Męża. Drewno z Ciebie! No dobra, raz się żyje! Będą tańce, będą kobiece ruchy, będzie pewność siebie! I tak tańcuję już miesiąc. Stoję już w pierwszym rzędzie, ale zawstydzona jestem nadal. Najlepiej ruszanie biodrami wychodzi mi w zamkniętej łazience u mnie w domu ;)

Moje życie ogarniam coraz lepiej i na prawdę mogę powiedzieć, że się rozwijam. Cudownie się czuję, bo na każdym kroku widzę pozytywne zmiany. To dobry czas, bo akurat mija rok od kiedy postanowiłam podnieść głowę po tym jak wiele spraw zawaliłam. I porównuję i widzę zmiany i pragnę więcej. Jutro postanowiłam obskoczyć trzy imprezy! Mąż kręci nosem... staruszek się z Niego zrobił, a mnie rwą się nogi do tańca!